Mistrz skandynawski
Gdyby ludzie żyli dwukrotnie i zmartwychwstawali z pamięcią o swoim pierwszym bycie, w drugim byliby przeważnie sceptykami. Jeden na milion (może tego jednego natura zachowuje jako nasienie chęci istnienia) przyznałby, że miał w swym umyśle prawdy, a w sercu uczucia, które go nie omyliły, ogromna zaś reszta przekonałaby się, że żyła złudzeniami, że to, co jej wydawało się doskonałym, wielkim, nieśmiertelnym, było ułomnym, małym, znikomym. A nawet najgłupsza i najobojętniejsza epoka ma swoje ideały, swoich bohaterów, swoje szczyty, na które spogląda z dumą i uwielbieniem. Przykro pomyśleć, że te ideały może są błyszczącym próchnem, ci bohaterowie — pospo-litakami, a te szczyty — kopczykami, przez które lada koza przeskoczy, a cóż dopiero zobaczyć! Zaiste, jest to wielkim szczęściem każdej teraźniejszości, że ona się nie widzi w świetle przyszłości. (więcej…)
Męty zachodnie i czyste źródła skandynawskie
Nawet bardzo stare, bardzo wyżyte i bardzo puste kokietki miewają wielbicieli, czasem daleko liczniejszych niż kobiety piękne, skromne i inteligentne. Przekwitłą urodę, zwiędłe wdzięki, pustkę głowy i serca zastępują one malowidłem, watą lub gumą, obrotnością lub swawolą języka — i tymi środkami oddziaływają na samczą wrażliwość mężczyzn. Ale dziwiąc się ich powodzeniu lub lekceważąc ich wartość, niepodobna jednocześnie odmówić im zręczności i sztuki. Są to niewątpliwe talenty. Dajmy zwyczajnej gęsi trochę różu, waty i świeci-deł — niech z tego zrobi przynętę! Nie potrafi. (więcej…)
Po śmierci A. Domusa
Pomimo że przecie już od dwudziestu pięciu lat siedzę jako szpetna brodawka na wdzięcznym obliczu prasy warszawskiej, nie wiem dotychczas ściśle, w jakich wypadkach ta arcymilcząca i arcygadatliwa dama zaleca sobie i innym obłudę, a w jakich szczerość. Raz bowiem wynosi na rynek i tanio sprzedaje drobne tajemnice prywatne, które obcych uszu i języków czepiać się nie powinny, drugi raz starannie osłania występki publicznej wagi, które swymi wyziewami długo zatruwają moralność społeczeństwa. Ma ona zapewne pod tym względem jakąś zasadę, ale ja jej nigdy odgadnąć nie mogłem. I oto również dziś nie wiem, czy mi przystoi powiedzieć kilka słów szczerych o zmarłym Dumasie. W braku wskazówki rozstrzygam sobie wątpliwość ryzykiem, które zresztą jest łatwiejszym dla ludzi nie mających nic do stracenia. Na moim sumieniu ciąży już tyle grzechów szczerości, że jeden mniej by go nie uratował, a jeden więcej nie zgubi. (więcej…)
Miłość sceniczna francuska
Wierzę, że miłość jest uczuciem niezmierzonej siły i wagi; wierzę, że w wątku dziejów przewija się ona jako nić pierwszorzędna; wierzę, że z tego źródła wytrysnęły wszystkie strumienie sztuki i literatury pięknej; wierzę, że bez tego pierwiastku historia ludzkości byłaby całkiem inną, uboższą w barwy i blaski, a życie straciłoby swe najpiękniejsze uroki — wierzę w to wszystko, ale i w to również, że miłość sceniczna francuska jest najgłupszą istotą w świecie. Każdy autor wybitniejszy jest naszym wierzycielem, u którego zaciągamy jakąś pożyczkę myśli i uczuć; najgłośniejsi komediopisarze francuscy są jedynymi, wobec których nie uważałem się nigdy za dłużnika. Gdym czytał lub w teatrze słuchał utworów Dumasa i Sardou, zdawało mi się, że przede mną otwierają swe serca dzicy, i co chwila musiałem sobie przypominać, że to są ogniłki wysokiej cywilizacji. Dla tych zdechlaków nic nie istnieje prócz poplątanych i pokrzyżowanych w ustroju społeczeństwa nerwowego instynktów płciowych. (więcej…)
Z ciemności na światło
Kto i co u nas czyta? Pomysłowości tak postawionemu pytaniu dla wywołania polemiki odmówić niepodobna. Bo naturalnie skoro ani księgarz, ani wydawca pisma nie prowadzi żadnej kontroli stanu i płci swych nabywców i abonentów, skoro rządca domu w mieście, a sołtys na wsi nie badają i nie wykazują szematycznie ludzi czytających, to można przy powyższym pytaniu kłócić się i rozprawiać do skończenia świata. Paweł powie, że najliczniejszymi spożywcami literatury są garbaci, Gaweł — że kulawi, Jan — że blondyni, Piotr —’ że bruneci, Anna — że kobiety, Maria — że wdowy itd. W rozstrzyganiu tej zapewnionej na całą przyszłość „kwestii” nie myślę zabierać głosu, zwłaszcza że przed śmiercią nie mogę się z nim spóźnić. Jeżeli wszakże pytanie, kto u nas czyta, pozostanie długo otwartym polem dla turniejów, natomiast inne, co czytamy, prędzej znaleźć może swoją odpowiedź. Bo naturalnie czytamy to, co wydajemy, a ponieważ z wykazów bibliograficznych wiadomo, że najwięcej drukujemy powieści, więc wniosek prosty. Śród tych powieści najwięcej przypada na krajowe i francuskie, czyli na idealny realizm i naturalizm. Idealizm angielski i niemiecki płynie tylko wąskim strumykiem przez pisma kobiece.