RSS Feed
lipca 3

Mistrz skandynawski

Posted on Piątek, lipiec 3, 2009 in Prasa

Gdyby ludzie żyli dwukrotnie i zmartwychwstawali z pamięcią o swoim pierwszym bycie, w drugim byliby przeważnie sceptykami. Jeden na milion (może tego jednego natura zachowuje jako nasienie chęci istnienia) przyznałby, że miał w swym umyśle prawdy, a w sercu uczucia, które go nie omyliły, ogromna zaś reszta przekonałaby się, że żyła złudzeniami, że to, co jej wydawało się doskonałym, wielkim, nieśmiertelnym, było ułomnym, małym, znikomym. A nawet najgłupsza i najobojętniejsza epoka ma swoje ideały, swoich bohaterów, swoje szczyty, na które spogląda z dumą i uwielbieniem. Przykro pomyśleć, że te ideały może są błyszczącym próchnem, ci bohaterowie — pospo-litakami, a te szczyty — kopczykami, przez które lada koza przeskoczy, a cóż dopiero zobaczyć! Zaiste, jest to wielkim szczęściem każdej teraźniejszości, że ona się nie widzi w świetle przyszłości. (więcej…)

lipca 3

Męty zachodnie i czyste źródła skandynawskie

Posted on Piątek, lipiec 3, 2009 in Prasa

Nawet bardzo stare, bardzo wyżyte i bardzo puste kokietki miewają wielbicieli, czasem daleko liczniejszych niż kobiety piękne, skromne i inteligentne. Przekwitłą urodę, zwiędłe wdzięki, pustkę głowy i serca zastępują one malowidłem, watą lub gumą, obrotnością lub swawolą języka — i tymi środkami oddziaływają na samczą wrażliwość mężczyzn. Ale dziwiąc się ich powodzeniu lub lekceważąc ich wartość, niepodobna jednocześnie odmówić im zręczności i sztuki. Są to niewątpliwe talenty. Dajmy zwyczajnej gęsi trochę różu, waty i świeci-deł — niech z tego zrobi przynętę! Nie potrafi. (więcej…)

lipca 3

Po śmierci A. Domusa

Posted on Piątek, lipiec 3, 2009 in Prasa

Pomimo że przecie już od dwudziestu pięciu lat siedzę jako szpetna brodawka na wdzięcznym obliczu prasy warszawskiej, nie wiem dotychczas ściśle, w jakich wypadkach ta arcymilcząca i arcygadatliwa dama zaleca sobie i innym obłudę, a w jakich szczerość. Raz bowiem wynosi na rynek i tanio sprzedaje drobne tajemnice prywatne, które obcych uszu i języków czepiać się nie powinny, drugi raz starannie osłania występki publicznej wagi, które swymi wyziewami długo zatruwają moralność społeczeństwa. Ma ona zapewne pod tym względem jakąś zasadę, ale ja jej nigdy odgadnąć nie mogłem. I oto również dziś nie wiem, czy mi przystoi powiedzieć kilka słów szczerych o zmarłym Dumasie. W braku wskazówki rozstrzygam sobie wątpliwość ryzykiem, które zresztą jest łatwiejszym dla ludzi nie mających nic do stracenia. Na moim sumieniu ciąży już tyle grzechów szczerości, że jeden mniej by go nie uratował, a jeden więcej nie zgubi. (więcej…)

lipca 3

Miłość sceniczna francuska

Posted on Piątek, lipiec 3, 2009 in Prasa

Wierzę, że miłość jest uczuciem niezmierzonej siły i wagi; wierzę, że w wątku dziejów przewija się ona jako nić pierwszorzędna; wierzę, że z tego źródła wytrysnęły wszystkie strumienie sztuki i literatury pięknej; wierzę, że bez tego pierwiastku historia ludzkości byłaby całkiem inną, uboższą w barwy i blaski, a życie straciłoby swe najpiękniejsze uroki — wierzę w to wszystko, ale i w to również, że miłość sceniczna francuska jest najgłupszą istotą w świecie. Każdy autor wybitniejszy jest naszym wierzycielem, u którego zaciągamy jakąś pożyczkę myśli i uczuć; najgłośniejsi komediopisarze francuscy są jedynymi, wobec których nie uważałem się nigdy za dłużnika. Gdym czytał lub w teatrze słuchał utworów Dumasa i Sardou, zdawało mi się, że przede mną otwierają swe serca dzicy, i co chwila musiałem sobie przypominać, że to są ogniłki wysokiej cywilizacji. Dla tych zdechlaków nic nie istnieje prócz poplątanych i pokrzyżowanych w ustroju społeczeństwa nerwowego instynktów płciowych. (więcej…)

lipca 3

Z ciemności na światło

Posted on Piątek, lipiec 3, 2009 in Prasa

Kto i co u nas czyta? Pomysłowości tak postawionemu pytaniu dla wywołania polemiki odmówić niepodobna. Bo naturalnie skoro ani księgarz, ani wydawca pisma nie prowadzi żadnej kontroli stanu i płci swych nabywców i abonentów, skoro rządca domu w mieście, a sołtys na wsi nie badają i nie wykazują szematycznie ludzi czytających, to można przy powyższym pytaniu kłócić się i rozprawiać do skończenia świata. Paweł powie, że najliczniejszymi spożywcami literatury są garbaci, Gaweł — że kulawi, Jan — że blondyni, Piotr —’ że bruneci, Anna — że kobiety, Maria — że wdowy itd. W rozstrzyganiu tej zapewnionej na całą przyszłość „kwestii” nie myślę zabierać głosu, zwłaszcza że przed śmiercią nie mogę się z nim spóźnić. Jeżeli wszakże pytanie, kto u nas czyta, pozostanie długo otwartym polem dla turniejów, natomiast inne, co czytamy, prędzej znaleźć może swoją odpowiedź. Bo naturalnie czytamy to, co wydajemy, a ponieważ z wykazów bibliograficznych wiadomo, że najwięcej drukujemy powieści, więc wniosek prosty. Śród tych powieści najwięcej przypada na krajowe i francuskie, czyli na idealny realizm i naturalizm. Idealizm angielski i niemiecki płynie tylko wąskim strumykiem przez pisma kobiece.

(więcej…)

czerwca 15

Litwos część 29

Posted on Poniedziałek, czerwiec 15, 2009 in Sienkiewicz

Najważniejszą i dla każdego autora rozstrzygającą jest odpowiedź na pytanie, co on wnosi do literatury swojego narodu. Jako myśliciel Sienkiewicz dotąd nie wniósł nic nowego; jako artysta nie wprowadził nowych zasad twórczości artystycznej, lecz rozwinął i udoskonalił technikę poprzedników: Kaczkowskiego, Rzewuskiego, Kraszewskiego, zapożyczywszy nieco środków artystycznych od Daudeta, OuidyM i innych autorów zagranicznych. (więcej…)

czerwca 15

Litwos część 28

Posted on Poniedziałek, czerwiec 15, 2009 in Sienkiewicz

Jako artysta jest Sienkiewicz talentem wysokiej, choć nie pierwszorzędnej miary. Balzakowi, Flaubertowi, Dickensowi, W. Hugo, nawet wspiąwszy się, nawet podsadzony przez hr. Tarnowskiego, w oczy nie zajrzy, ale polskich powieściopisarzów dorasta lub przerasta. Nie jest cn w twórczości swojej śmiałym, oryginalnym, olśniewającym, klasycznym, nie opracowywa swych utworów — jak żąda Horacy  — aż do paznokcia, często nie dba o prawdę życiową i konsekwencję psychologiczną, wielkim dramatom swoją nowelistowską siłą podołać nie umie i nadsztukowywa ją uroczystym odmawianiem z bohaterami polskiego lub łacińskiego pacierza, ale opowiada nadzwyczaj mile, żywo, rozkosznie lub rzewnie. (więcej…)

czerwca 15

Litwos część 27

Posted on Poniedziałek, czerwiec 15, 2009 in Sienkiewicz

Jest to daleko większa wada powieści Ogniem i mieczem niż wszystkie inne, niż wykazana mu nieznajomość Ukrainy i jej języka ‘. A jednakże przeoczenie to wytłomaczyć sobie łatwo. Sienkiewicz musiał zakryć przyczyny wybuchu, ażeby nie popsuć sobie apoteozy szlacheckiej, o którą mu głównie chodziło. Wtedy bowiem z ramion sławionych „królewiąt” spadłyby majestatyczne togi i ukazała się szpetna nagość. Tego nie mógł zrobić redaktor „Słowa”, stańczyk rozwieszający papierową chorągiew z pobożnymi wykrzykami na znak swego udziału w pielgrzymce do Częstochowy (przed kilku laty)”. Była to wszakże ze strony autora zbyt wielka ofiara dla „obozu”, bo głównie dzięki jej powieść stała się tylko kalejdoskopem bitew. (więcej…)

czerwca 15

Litwos część 26

Posted on Poniedziałek, czerwiec 15, 2009 in Sienkiewicz

Skutkiem tego powieść ma dwie główne i niezmiernie ciężkie wady: nie przedstawia gruntu życiowego, na którym się toczą wypadki, a w ich biegu nie odsłania przyczyn. Trudno uwierzyć, a przecież Sienkiewicz nie nakreślił wcale tła swego obrazu. Mniejsza o zupełny brak ludu polskiego, z którego nie wziął na pokaz nawet przysłowiowego Paradebauera uroczystości szlacheckich, ale czyż nie należało w czterech tomach przeznaczyć bodaj kilku kartek dla paru szkiców z życia domowego szlachty, zwłaszcza że jej zjazd na wybór króla do Warszawy nastręczał ku temu sposobność? Widzimy tylko szumiącą pianę wojenną, ale co pod nią? (więcej…)

czerwca 15

Litwos część 25

Posted on Poniedziałek, czerwiec 15, 2009 in Sienkiewicz

1 sztukowanym konturze znajdujemy tyle dowcipu, humoru, jędrno-ści i pomysłowych szczegółów, że Zagłoba jest najwyższą miarą, do jakiej wzniósł się talent Sienkiewicza. Gdy ten okseft tłuszczu i wina, mający odruchy szlacheckie, jedzie z Kozakiem, Bohunem, na rabunek, a potem wykrada ze spustoszenia i rzezi kniaziównę i, przebrany za dziada, tuła się z nią po stepie, osaczony rozwścieklonym kozac-twem, gdy drżąc ze strachu, zabija wojowników tatarskich i należy do niebezpiecznych wypraw, przedstawia nam dziwolągi psychologiczne, które tylko chęcią podszycia bohaterstwem nawet wieprzów jednej strony wytłomaczyć można, ale gdy autor opisuje tego samego Zagłobę, nurkującego w trawach stepowych, przeklinającego konieczność brania udziału w bitwie, przechwalającego się z niebywałych zwycięstw, bawiącego swe otoczenie grubym humorem, jego pióro budzi istotny podziw bogactwem barw niezwykłych. (więcej…)